• Wpisów:32
  • Średnio co: 106 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 00:40
  • Licznik odwiedzin:39 468 / 3508 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Podoba mi się mój lalkowy początek roku - korzystam z ostatnich chwil wolnego i szyję, rysuję, piszę i bez przerwy sprawdzam tracking. A żeby tego było mało wczoraj znalazłam w skrzynce na listy noworoczną niespodziankę od Louelli (http://pullip-emma.blogspot.com) - szary sweterek w rozmiarze Blythe, dokładnie taki sam, jaki marzył mi się od dłuższego czasu. Jestem w lalkowym raju!
Jeszcze wczoraj chciałam pochwalić się zdjęciami Melki w nowym sweterku, ale jak to zwykle bywa te, na które liczyłam najbardziej zupełnie się nie udały. Dzisiaj od rana chwyciłam za aparat, czego efektem jest ta jakże oryginalna, parapetowo-deszczowa sesja... Ale nic to! Jestem przekonana, że Melce z deszczem do twarzy. Pomyślałam nawet, że udało mi się wreszcie znaleźć jej motyw przewodni.
I jeszcze dwa zdjęcia bardzo podobne do pierwszego, o których nie wiem co myśleć. Podobaja mi się, ale też wydają się trącić kiczem nieco bardziej niż reszta...
Kto by pomyślał patrząc na to dziewczę w szarościach, że planowałam dla niej stylizację inspirowaną stylem decora. Miała być moim małym cukierkiem pudrowym. Całe szczęście, że wiedziała lepiej co jej pasuje...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Szturm dyniogłowych nie słabnie. Raczej nie przesadzę, jeśli powiem, że Blythe stały się równie ważną częścią mojej niewielkiej lalkowej kolekcji co bjd. Wszystko wskazuje na to, że niedługo trafi pod mój dach kolejna, trzecia już plastikowa pokraka.

Ice Rune została wydana pod koniec 2009 roku i stosownie do pory roku wyposażono ją w całą masę zimowych dodatków. Jej tzw. stock outfit jest jednym z moich ulubionych; składają się na niego misiowa czapa i misiowy szalik, rękawiczki i botki z nadrukowanym śladem łap, oraz tunika i legginsy z motywem płatków śniegu. Ale tak naprawdę uwielbiam w niej wszystko, począwszy od ciuszków, przez krótką historię, którą obdarzyli ją twórcy (i z której wynika, że Ice Rune pochodzi z Islandii), na jej spłowiałych kolorach skończywszy.
Ice Rune ma jaśniutką cerę i włosy w kolorze pastelowej pomarańczy. To nietypowy blond. Taki kolor, który pachnie słodyczą jak kogel-mogel. Stylizację dopełnia charakterystyczna dla tego modelu para kryształowo-błękitnych tęczówek w spojrzeniu na wprost (pozostałe trzy pary mają standardowe kolory: niebieskie w spojrzeniu na lewo, zielone na prawo i różowe na wprost).

Opis firmowy sugeruje, że mamy do czynienia z islandzką miłośniczką muzyki, sztuki i mody (ostatniej nie mogło zabraknąć), kochającą naturę i ciepłe wiosny w jej kraju. Projektując moją własną wersję tej lalki postanowiłam pójść tym tropem dalej.
Moja bezimienna jeszcze Ice Rune będzie dziewczyną o delikatnej urodzie i równie delikatnym zdrowiu. Lubię nadawać swoim lalkom cechy, przez które kojarzą się z poszczególnymi porami roku; ta będzie uosobieniem wczesnej wiosny, jeszcze bardzo nieśmiałej, ale jasnej i pogodnej. Pierwsze promienie wiosennego słońca wymalują jej na nosku kilka drobnych piegów i przypieką jego czubek i policzki na czerwono. Nie ominą jej alergie, które zaczynają się przypominać z początkiem kwitnienia. Znajdzie się też miejsce na akcent z dalekiej północy - jedna para tęczówek będzie w kolorach inspirowanych zorzą polarną.

A imię? Chodzi mi po głowie Aurora, Elin, Emilka, Linnea... Wydaje mi się, że najchętniej widziałabym u niej imię 'sponsorowane' przez literkę E. A może ktoś z Was ma jakiś fajny pomysł?
  • awatar Hikari: @Idemo: dziękuję, postaram się nie zawieść :)
  • awatar Idemo: Bardzo fajna ta Blythe ! A Twój pomysł na jej autorską stylizację również jest ciekawy- czekam na fotki arrivalowe i potem juz te "wystylizowane" :)
  • awatar Hikari: @aet.aet: no to się cieszę, że pasuje, rzeczywiście mam słabość do zwierzaczkowych ciuszków :D już się jej doczekać nie mogę!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Bjd mają jedną zasadniczą wadę - żółkną. To proces nieuchronny, z którym po prostu trzeba się liczyć kupując lalkę z żywicy, ale nieostrożny właściciel może go przyspieszyć. Nieopatrznie wystawiona na działanie światła słonecznego Zosia pożółkła mi z dnia na dzień i od tego czasu jestem na tym punkcie, delikatnie mówiąc, dość przewrażliwiona. Kiedy zbliża się lato wszystkie moje bjd lądują w swoich pudłach na dnie ciemnej, chłodnej i przepastnej szafy i nie opuszczają ich prawie wcale aż do wczesnej jesieni. To dobre cztery miesiące żywicznej posuchy; żywicznej, ale już nie lalkowej ;)

Zbyt wiele jest rodzajów lalek, by długo pozostać przy kolekcjonowaniu tylko jednego z nich. Wiekowe Barbie, szykownie ubrane Tonnerki, słodkie Momoko i Azone kuszą ze zdjęć znajomych i tu, i na Flickr, i pewnie jeszcze na całej masie innych portali, których nie odwiedzam, inaczej mogłabym mieć mały problem z wygospodarowaniem czasu na różne inne ważne czynności, jak praca i sen ;)

Flickr jednak w zupełności wystarczył, by obudzić we mnie absolutne uwielbienie dla pewnych wielkookich (i wielkogłowych!), plastikowych panien - Blythe.

Od razu zaznaczę, że nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. O nie. Moja pierwsza reakcja na widok zdjęcia Blythe była daleka od zachwytu; zastanawiałam się raczej co kieruje szaleńcem, który trzyma takie paskudztwo na półce. Skojarzenia z Chucky nasuwały się same. Ale... No właśnie, pojawiło się to 'ale'. Poszukałam kilku dodatkowych zdjęć, przeczytałam notkę na Wikipedii i... nazwa 'Blythe' utknęła mi w pamięci (dla porównania, kiedy po raz pierwszy natknęłam się na lalki Pullip, nie marzyłam o niczym innym, tylko o tym, żeby szybko o nich zapomnieć).

Błyszczące plastikiem paskudki mignęły mi potem jeszcze kilka razy w galeriach kolekcjonerów z Hiszpanii i Ameryki Południowej i ani się obejrzałam, jak tag 'blythe' stał się jednym z częściej wpisywanych przeze mnie w wyszukiwarkę...

Niewątpliwym atutem tych lalek jest względna łatwość customizacji. Już niewielka zmiana oczu może dać spektakularny efekt, nie wspominając o wymianie włosów, makijażu, czy rzeźbieniu elementów twarzy. Kolejne wydania Blythe różnią się od siebie w bardzo niewielkim stopniu i to, co można z nimi zrobić kiedy się je już porozkręca i trochę zaszaleje, jest tym, co przyciąga do nich najbardziej. Nigdy nie przypuszczałam, że plastik jest tak przyjaznym materiałem rzeźbiarskim (i że ja sama polubię zabawę dłutkami!). Kiedy więc pewnego dnia oso_polar pokazała zdjęcie swojego wielkogłowego rudzielca obsypanego dość nieumiejętnie namalowanymi, ale jednak uroczymi piegami wiedziałam, że jestem zgubiona...

http://flic.kr/p/7NnPCL

Trochę musiałam poczekać na swoją pierwszą Blythe, a moja pierwsza customizacja nie należała do udanych. Pomalowałam i poobklejałam od wewnątrz sreberkami plastikowe tęczówki, będąc przekonana, że tak jest 'fajnie' (bo przecież tak robią najbardziej rozchwytywani w tym fachu artyści), zabijając tym samym zupełnie ich niesamowitą głębię. Niedawno jednak przyjechała do mnie kolejna panna i tym razem jestem zadowolona ze spa, które zafundowałam obu laskom.

A oto one:

Simply Mango (zdjęcie promocyjne)
i moja Mirabelka
Prima Dolly Aubrena (zdjęcie promocyjne)
i moja Gerda
Czy słońce, czy deszcz, stoją sobie na moim biureczku bez obaw przed wysoką temperaturą czy promieniowaniem UV ;) Nie mogę się doczekać kolejnych panien do kolekcji.

Next: Ice Rune!
  • awatar mUcHita23: ja mam wysypkę na ciele umysłowym ") od paru dni , znów choruję na blythe i oto jawi się memu oku eksponat idealny - Aubrena :)
  • awatar Hikari: @Modelinka♥♥♥: najłatwiej je dostać na ebayu
  • awatar Modelinka♥♥♥: gdzie kupiłąs swoje blythe ???? są cudowne
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Zbliżają się egzaminy końcoworoczne i przeróżne prace nabierają tempa. Jako prawdopodobnie nieuleczalny prokrastynator rwę włosy z głowy, w obłedzie potykam się o farby i piję hektolitry melisy, która oczywiście nie pomaga. Na głupotę nie ma rady.

Siedzę teraz po uszy w małym, ciuszkowym projekcie, który, mam nadzieję, urośnie do przyszłego roku i pozwoli mi się gdzieś wystawić. Może na poznańskich ARTenaliach? Trzymajcie kciuki.

Mały edit dla zdjęć w świetle dziennym:


Przydałaby mi się maszyna do szycia...
  • awatar nataliiwhite: Skąd Wy wszyscy bierzecie takie materiały! Ta bluza w pandy! Przepiękna!!!! :D
  • awatar Hikari: :D dziamki dziamki wszystkim :)
  • awatar Grellu: bluzy są zarąbiste , nie mogę się na patrzeć , po prosty świetne są !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Moje lalki nie dzielą się ze mną swoimi historiami, ale niekiedy budzą we mnie pewne skojarzenia, które, od biedy, mogłabym nazywać "wspomnieniami". Wspomnienie Luny to spacer po świeżym śniegu w jasną, księżycową noc.




Niepomalowana jest urocza i słodka, i dziecinna. Z makijażem pojawia się pazur, do którego nie potrafię się przyzwyczaić.
  • awatar DollyPop: Zjawiskowy makijaż... Mnie też by onieśmielała taka piękność :) Ale w pozytywnym sensie!
  • awatar Gość: o rany jaka ona jest teraz poważna, blankowa buźka była taką uroczą dziecinką :)
  • awatar patrryk b.: Makijaż ma naprawdę nieziemski, podkreśla jej delikatność. Zdjęcia super:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Z miłym zaskoczeniem obserwuję jak nienachalne są tegoroczne Walentynki. Pierwszy raz od wielu lat nie zostałam zbombardowana toną ulotek, reklam i dekoracji sklepowych, a tych kilka maleńkich, czerwonych punkcików, które mignęły mi dzisiaj w mieście, zamiast standardowej niechęci wywołały uśmiech życzliwej i może nieco staroświeckiej aprobaty. Zastanawiam się czy może mieć to jakiś związek ze srebrnymi nitkami, które coraz częściej dostrzegam we włosach, kiedy rano staję przed lustrem...
  • awatar MsBeetlejuice: jaka śliczna buzia <3 rozwiane włoski i słodki sweterek, awww :3
  • awatar Hikari: @msd: bardzo mnie cieszy, że praca nad sweterkiem nie poszła na marne i efekty się podobają :)
  • awatar msd: ten sweterek jest uroczy, bardzo do niej pasuje
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Z okazji pięknej, słonecznej jesieni urwałam się wczoraj z zajęć i pobiegłam nad Wartę z lalkami w jednej ręce i aparatem w drugiej. Nie mogłam przegapić takiej okazji, moja własna Pani Jesień (a może Panna Jesień?) już od dawna domagała się podobnej sesji:

(butki z Releaserain, och, jak bardzo je lubimy)
Fotografem to ja nigdy nie będę. Już prawie się z tym pogodziłam.
  • awatar Kachorra: śliczną buźkę ma
  • awatar Gość: Gdzie kupujesz te lalki? Są sliczne ^^
  • awatar KittyKathy: Hmm można powiedzieć że jesień jej pasuje ;) czwarte zdjęcie jest prześliczne i takie... Słodkie ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
Zoë, nowy makijaż i najcudowniejsza peruczka pod słońcem* : )





*lutsowy moherek w kolorze 'maple'. Nie ma go już niestety na stronie, ale po cichu liczę na jego powrót, bo mam straszną ochotę sprawić Zosi warkoczyki.
  • awatar `.Nielegalna . ♥: Cudnyy Rudzielec :D
  • awatar luci_fair: Piękny makijaż. Szczególne wrażenie robią na mnie brwi. Bardzo lubię taki sposób ich rysowania :)
  • awatar Hikari: @~eloe~: ano mój. Na zdjęciach jak zwykle jest nieco bledszy niż w rzeczywistości, jakoś nie umiem tego przeskoczyć. Ale jeśli Tobie się podoba, to chyba jest dobrze : ) @msd: bardzo dziękuję : ) Przyznaję, że brwi zaczynają być moim ulubionym elementem lalkowego makijażu. A kiedyś wychodziły mi koszmarnie... @Idemo: bardzo się cieszę, bo trzy lata zajęło mi znalezienie peruczki, która zgadzała się z tym co sobie dla Zośki zaplanowałam ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Z dedykacją dla Alienacji, która uświadomiła mi ostatnio jak dawno mnie tu nie było.

* * *

O tym maluszku marzyłam cztery lata, czyli od samego początku mojej osobistej dollfomanii. Przez cały ten czas ani razu nie przyszło mi do głowy, że może już gdzieś tam na mnie czeka i że kupię go po prostu z drugiej ręki. A jednak.

Tuż po zakupie przeprowadziłam małe forumowe śledztwo: Minka przyjechała do Polski w styczniu 2008 roku (pamiętam jej pierwszy arrival jakby to było wczoraj) i od tego czasu zdążyła zmienić dom cztery razy zanim trafiła do mnie. Jej obecne imię jest zdrobnieniem od pierwszego - Yasmin. Tego też nie planowałam, o swojej przyszłej Pukisi myślałam zawsze "Jiji" (kto pamięta czarnego kota należącego do Kiki, małej czarownicy z filmu Miyazakiego?). Kiedy jednak zdecydowałam się na jej zakup zrozumiałam dylematy innych dollfiarzy, którzy kupowali lalki z drugiej ręki - Co zrobić z imieniem? Zostawić stare, czy nadać zupełnie nowe? Jeśli zostawię stare to będzie tak, jakby lalka wciąż należała do pierwszego właściciela. Jeśli dam nowe wymażę kawałek historii, który przywiozła ze sobą pod mój dach.
Mam nadzieję, że wybrnęłam z tego problemu obronną ręką.

A tu małe info dla nowicjuszy w temacie:
Minka ma 12cm wysokości i najlepiej pozujące lalkowe ciałko jakie miałam okazję trzymać w ręce. Jest lalką z koreańskiej firmy Fairyland, a dokładna nazwa jej modelu to PukiPuki Piki. Razem z nią w zestawie przyjechała do mnie jej śpiąca buźka, oraz buźka Dreaming Lily, która była dodawana do świątecznych zamówień pod koniec 2008 roku (jest więc nieco młodsza, choć ciężko zauważyć różnicę w odcieniu żywicy).
Dreaming Lily jest też jedynym Pukisiem, który ma normalne, zaokrąglone "po ludzku" uszka - reszta modeli to zdecydowanie małe wróżki, elfy czy chochliki (jak kto woli). Dafne, bo tak będzie się teraz nazywać, na razie będzie musiała dzielić ciało z Minką, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku się to zmieni. W końcu była, zaraz obok Piki, moim wielkim pukisiowym marzeniem. : )

Czas na arrival, mój pierwszy w życiu!



Piękne pudełko, które wygląda jak księga pełna baśni:



Minka:

Minka w wersji śpiącej, słodziak jakich mało:

Fochnięta Dafne:

Czeka mnie trochę pracy nad nimi, ale już się nie mogę doczekać efektów. : )
  • awatar nataliiwhite: Cudny słodziaczek ^____^
  • awatar Hikari: @~eloe~: czy tego chcę czy nie muszę zmyć ich makijaże, bo niestety są już nieco zniszczone i brudne od kleju do rzęs. Dwa już nawet zmyłam i jestem w trakcie pracy nad nimi :)
  • awatar ~eloe~: gratuluje maluszków ^^ ech wspomnienia te maluchy posiadają makeupy które robiłam im dawno temu więc nie jest to żadna rewelacja ; )ale pewnie i tak będziesz je przemalowywać ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Przyjechał do nas dzisiaj pewien uroczy łodzianin, wełnianiany lisek autorstwa Ilii (ilia21 na DA). Jestem w nim totalnie zakochana. Luna od samego początku domagała się śnieżnej stylizacji i najwyraźniej zaczynam jej ulegać.
  • awatar Hikari: Gościu (szkoda, że nie wiem jak inaczej zwrócic się do Ciebie): jest bardzo wiele firm produkujących ball jointed dolls, ta akurat lalka pochodzi z http://www.dimdoll.com/
  • awatar Gość: Gdzie można kupić taką lalkę? Byłabym wdzięczna za odpowiedź bo są śliczne, delikatne, ale też z charakterem.
  • awatar Aniarozella: Świetnie zrobiony.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Zmęczona zupełnym brakiem światła przemalowałam mój ukochany, rzodkiewkowo-różowy pokój na biało. Zdjęcia robi mi sie teraz wyjątkowo łatwo, wyjątkowo trudno jednak zasnąć w pokoju, który jest jasny nawet w nocy.

Ale przyzwyczajam się, czego się nie robi dla lalek. ;)
  • awatar Hikari: @Only NM: MSD, a dokładniej lutsowa Kid Delf Litchi
  • awatar Only NM: Czy to tiniaczek?
  • awatar Hikari: @Idemo: dzięki śliczne :) Postaram się coś wrzucić za kilka dni, warunki do focenia mam teraz trochę lepsze, może nie skończy się znowu na pojedyńczych randomach.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nie próżnuję, pierwszy ulkowy ciuszek jest już gotowy. Moje stare dżinsy wreszcie na coś się przydały. :)

Klik, klik proszę - na miniaturce nie widać szczegółów, nad którymi siedziałam pół nocy:
Zastanawiam się czy ich jeszcze troszkę nie postarzyć - zafarbować, poprzecierać gdzieniegdzie... Ale na razie zabieram się za mini-koszulkę. Przyjemnie szyje się dla takich maluszków.
  • awatar Kachorra: super spodenki
  • awatar EvilCupcake: urocze ; D
  • awatar Gość: Zawsze mówiłem, że się wyrobisz, a Ty nie wierzyłaś w siebie. Kawał dobrej roboty!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Uporałam się z sesją, z kolejnymi egzaminami wstępnymi (wszystko wskazuje na to, że za parę lat zostanę nauczycielką malarstwa, co nie wróży dobrze mojemu hobby ;) ale! i tak jestem megaszczęśliwa!), odpoczęłam trochę po wszystkim nad morzem, przy okazji łapiąc przeziębienie, a teraz wracam do lalkowania. Okoliczności bardzo mi sprzyjają. Wczoraj odebrałam na poczcie mój nowy nabytek, Honey Delf Cookie. Maluch zwie się Olle, choć mająca skłonność do zdrabniania wszystkiego i wszystkich właścicielka nazywa go po prostu Ulkiem. 26cm czystej słodyczy utopione w za dużej, pożyczonej od dziewczyn bluzie.
Niedługo doczeka się własnej garderoby, na dzień dzisiejszy mam dla niego tylko wymarzony, upolowany na DoA i mocno nieadekwatny do pory roku lutsowy płaszczyk w renifery.

Ale ale! Nie tylko Ulek zawitał pod mój dach, zjawiła się również Głowa. To zresztą z jej powodu Cookie zamienił się miejscami z Pukisiem na mojej liście lalek-do-kupienia. Głowa miała być dziewczynką dzielącą ciało z Zoë, okazała się jednak chłopcem, który prawdopodobnie wymusi na mnie kupienie mu osobnego ciała. Owa Głowa to nikt inny tylko Luts Kid Delf 2010 Summer Event head, yeah. Podoba mi się coraz bardziej.
  • awatar Hikari: hihi dzięki :> Głowa zostanie chłopcem, to pewne. Coraz lepiej wiem co chciałabym z nim zrobić. Natomiast mój portfel, gdyby mógł, popukałby się w czoło. :P @aetriess: daj mi tydzień, dwa czasu na makijaż i jakieś ciuszki i możemy podbijać ogród botaniczny! :D
  • awatar aet.aet: Maluszek jest absolutnie przesłodki, nie mogę się doczekać aż "zrobisz" mu buzię i pójdziemy na sesję maluszkową do ogrodu :D Trzeba zebrać nasze przedszkole do kupy ^^ Chłopcowy łepek też śliczny, jak pomyśleć, to dziewczynką również mógłby być oO
  • awatar alienacja: Gratki z okazji maluchów ;) Honey delfy są szalenie urokliwe i już się nie mogę doczekać co z małego wyciągniesz ;) A łepek typowo chłopięcy i zdecydowanie takiego też ciałka potrzebuje... ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Od kilku dni na moim biurku stoi (lub siedzi, trudno powiedzieć, jako że nie posiada części ciała odpowiedzialnych za żadną z tych czynności*) jedyna męska lalka w moim domu, Filip. Filip pochodzi z firmy Luts i jest częścią letniego eventu z 2008 roku. W gruncie rzeczy można go nazwać lalką limitowaną, ale prawdopodobnie w jego przypadku brzmi to zbyt dramatycznie - nie należy do popularnych modeli i wciąż jest łatwo dostępny z drugiej ręki.

Mój osobisty Super Senior Delf 08'Man, bo tak ów model się nazywa, jest ze mną już półtora roku i praktycznie cały ten czas przeleżał w pudełku. Nie dlatego, że go nie lubię (wręcz przeciwnie!), moje chłopię jest po prostu klasyczną latającą głową.

Kiedy go kupowałam, a kupowałam go pod wpływem impulsu, uderzona zupełnie nieoczekiwaną strzałą Amora, nie przyszło mi do głowy, że znalezienie jego "reszty" będzie istnym horrorem. Nie ma wielkiego wyboru ciał dla lalek o wysokości ok. 70cm, a kiedy dodam do tego jeszcze moje wyobrażenie o postaci Filipa, na polu bitwy pozostaje tylko jego głowa. 08'Man ma delikatną, prawie dziewczęcą urodę i takiego ciała potrzebuje - szczupłego (ale nie zabiedzonego!), bez śladu "kaloryfera" na brzuchu, czy napęczniałych od chemii mięśni ud, łydek i ramion. To co zafundował mu szanowny tatko Luts jest dla mnie kompletnym nieporozumieniem.

Jedyne ciało, które swoją rzeźbą spełnia moje oczekiwania (khem) jest Soul-double body firmy Souldoll. Szkopuł w tym, że jest 10cm za niskie, a to całkowicie je dyskwalifikuje. Poważnie myślałam o ciele z Dollzone, ale nie przekonało mnie do siebie, kiedy miałam okazję przyjrzeć mu się na żywo. Ciągle jestem w punkcie zero. Pomocy!


(*) z tych samych powodów również jego męskość jest sprawą dyskusyjną


* * *

F. w mojej bluzie i ze świeżo przystrzyżoną fryzurką:
No i tak się bujamy od miesięcy, ja i głowa, a sprzedać jej nie sprzedam za żadne skarby. Nie oddałabym Filipa nawet za Volks Shiratori.
Ch-chyba... :P
  • awatar Hikari: może nie taki klasyczny dollfowy przystojniak, ot nudny Lutsiak, ale chciałabym móc go kiedyś wystystylizować tak, żeby skradł komuś serce :>
  • awatar joern7: ciekawy ten lalek, mi się podoba
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Luna dostała wreszcie twarz. Gdzie podziała się ta mała, słodka dziewczynka ze zdjęć firmowych i moich rysunków? Przybyło jej kilka lat i ubyło odrobinę niewinności. Jeszcze nie zdecydowałam, czy mi to odpowiada, czy nie. Lalki potrafią czasem zaskoczyć nie mniej niż ludzie, a ta konkretna robi to bez przerwy i uparcie nie chce przyjąć powierzonej jej roli.

Może dlatego ludzie boją się lalek? ;) Ja chyba zaryzykuję i dam się poprowadzić zachciankom moich dziewczyn. ;)
* * *

Dzisiaj przyjechały łapki-piąstki dla Zoë. Resin match jest do kitu, ale z czasem powinien się wyrównać.
  • awatar .Kociara.: Śliczne :)
  • awatar Hikari: @aetriess: bardzo się cieszę ^^ to dopasowanie na żywo nie jest tak oczywiste, choć pewnie się zwiększy, jak uszyję im podobne ciuszki
  • awatar aet.aet: Ach, obie są tak kochane, że wyściskałabym i wytuliła : D Zdaje się, że pasują do siebie bardzo ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Długo oczekiwane włoski są już tam gdzie być powinny, czyli na odelkowym baniaczku. Moje dziewuszki powoli zbliżają się do tego co obmyśliłam sobie ponad półtora roku temu. Jej!
To już naprawdę ostatnie zdjęcie Luny bez twarzy!
  • awatar Hikari: @s' il y a: a mój, mój, cieszę się, że się podoba :)
  • awatar Gość: to Twój obrazek? świetnie dobrane kolory :)
  • awatar Hikari: bardzo dziękuję :>
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Pierwszą lalkę kupiłam z postanowieniem, że jak najwięcej postaram się zrobić przy niej sama, oczywiście w granicach rozsądku. Szycie butów i peruk pozostawiłam w rękach specjalistów, sobie zostawiając garderobę i makijaż. Nigdy wcześniej nie zajmowałam się krawiectwem, więc pierwszy punkt budził we mnie pewne obawy, jednak do malowania lalek podeszłam na luzie. Prawdę mówiąc myślałam, że to będzie mój atut, jako że rysuję dużo i chyba nienajgorzej. Możecie sobie wyobrazić mój bolesny szok kiedy zabrałam się do malowania Zoë po raz pierwszy. Makijaż na jej buzi nie dotrwał nawet do ostatecznego klirowania. Załamana i trochę też przerażona zmyłam go szybko, wrzuciłam lalkę do pudła, pudło do szafy i pozostawiłam tak wszystko na kilka tygodni. Miałam kryzys, pierwszy, prawdziwy dollfowy kryzys. Połykałam łzy pytając sama siebie po co ja właściwie wydałam tyle kasy, co sobie w ogóle wyobrażałam, co teraz zrobię? Przecież chciałam wyciągnąć z niej więcej niż samą tylko radość posiadania, a pierwsza próba okazała się całkowitym nieporozumieniem.

No ale przecież nie można za długo emować. ;) Uspokoiłam się, zebrałam resztki wiary w siebie i dałam sobie jeszcze jedną szansę. Nie miałam wielkich nadziei i może właśnie dlatego drugi makijaż wyszedł... znośny. Odetchnęłam z ulgą. Trzeci w moim założeniu miał być skromny, delikatny, ale wyszło jak wyszło. Poor/pure nightmare i kolejna rozpacz. Do teraz nie wiem co mną kierowało kiedy publikowałam jego zdjęcia w sieci. Czwarty? Bardzo go lubiłam, choć Zoë wyglądała w nim na zapłakaną (i nie, nie takie były moje intencje, kiedy zabierałam się do malowania). Pomimo wielu mankamentów miał w sobie jednak dużo uroku. Piąty, ten który ma obecnie, jest schludny... i to chyba wszystko co mogę na jego temat powiedzieć. Zaczyna mnie nudzić. Zmywacz do paznokci niedługo znów będzie miał swoje pięć minut.
Przy okazji, czy i Wasze siostry podbierają Wam zmywacz, i to tak podstępnie, że zauważacie dopiero wtedy kiedy się skończy?

Niestety, pomimo tego, że nie jestem już zupełnym nowicjuszem, makijaż dla lalki wciąż stanowi dla mnie spore wyzwanie. Do szału doprowadzają mnie drobinki kurzu przyklejające się do świeżo przeklirowanej buzi i pyłek z pasteli, który nie chce trzymać się miejsca gdzie nałożyłam go pędzelkiem (natomiast wszędzie wokół - owszem, i to na amen). Ale każda kolejna próba uczy mnie czegoś nowego, z każdą kolejną stresuję się coraz mniej i mam w sobie coraz więcej cierpliwości, a to bardzo ważne. Może kiedyś uda mi się zrobić makijaż, z którego będę mogła być naprawdę dumna.

* * *

Uff, czy ktoś przez to przebrnął i nie zasnął? Zainspirował mnie nowy temat na forum, w którym przyznajemy się do naszych największych lalkowych błędów i porażek. Pocieszające jak wiele osób miało ten sam problem co ja, przykre jak wiele z nich poddało się po pierwszej próbie.

A ja jutro między zajęciami biegnę po nowy zmywacz!
(i Magiczną Gąbkę - prześliczna, matowa żywica Luny brudzi się w zatrważającym tempie)
 

 
ATsuri wpadła dzisiaj na chwilę razem ze swoją żywicą (MNF Marcia i IH Silvia) i oto rezultat. Fajnie tak czasem porobić zdjęcia cudzym lalkom. ;)
Przepraszam za mały syfik w tle.

DiM Odelia, czyli moja Lunka w sukience uszytej przez ATsu i w peruczce, która kiedyś miała gęste, długaśnie loki:
Lalkowanie od kuchni, czyli nie mogłam się powstrzymać i cyknęłam fotę:
IH Silvia:
Luna w romantycznej odsłonie:
I moja nowa ulubienica w alowej kolekcji, MNF Marcia:

A teraz chyba czas najwyższy rozpocząć lekturę instrukcji obsługi aparatu, który kupiło się pół roku temu.
  • awatar Hikari: @atsu: ja to zdjęcie uwielbiam, ta sytuacja była tak magnetyzująco-hipnotyzująca, że nie mogłam się powstrzymać od zrobienia fotki - ta poza, ta perspektywa dobitnie ukazująca lalkowość lalki i ten burdel w tle ;D
  • awatar Hikari: @s' il y a: A dziękuję :) A Marcia to jedna z najbardziej charakternych lalek, jakie miałam w rękach.
  • awatar Gość: no ładniutka ta Marcia, ale Luna też niczego sobie...nawet bez makijażu :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
I jeszcze trzy fotki z dzisiejszego poranka:

  • awatar aet.aet: Jest strasznie słodziutka, bardzo chcę ją zobaczyć na żywo : D To jak, kiedy? ; )
  • awatar Hikari: @Liseq: nie, nie mają w środku żadnego mechanizmu. Są przymknięte na stałe, ale można je zmodyfikować, choć bez możliwości powrotu do pierwotnego stanu. @gościu: jak tylko przybędzie zaplanowana dla niej peruczka. Dziękuję :)
  • awatar Gość: Jest bardzo ładna! Kiedy będzie miała makijażyk?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Luna, czyli mój mały duszek. Przeleżała w szafie cierpliwie prawie dwa miesiące, czekając aż znajdę dla niej czas i serce. Zastanawiam się czasem nad jej sprzedażą (głównie z powodu białoskórego Louisa z BlueFairy, którego nieczęsto można kupić, a teraz właśnie jest ku temu okazja), wystarczy jednak żebym wzięła ją do rąk, a każda z takich myśli znika bez śladu. Nie jest lalką idealną, ale nawet jej wady mają w sobie coś urokliwego.

A na Louisa przyjdzie jeszcze czas. :)

W sukience uszytej daawno temu dla Zoë:
Wygląda w niej znacznie lepiej niż prawowita właścicielka.
 

 
Poznańscy celnicy są nadgorliwi, bezlitośni i nieugięci. I na pewno pod krawatami skrywają sadystyczne zapędy. Odelka przybyła.

Jest dużo wyższa od Zośki, ma zgrabniejszą sylwetkę i ładniejsze łączenia w kolanach i łokciach, choć niestety ładny nie znaczy dobry w pozowaniu. Pozuje koszmarnie. Ręce jej odskakują, głowę obraca tylko w kierunku lewo-prawo, nieporadnie siedzi i praktycznie nie stoi. Na pocieszenie garbi się uroczo. Biust do starcia; łapki-łopaty do jak najszybszej wymiany, ale z tym liczyłam się już od dawna - dostanie DOCowe, jest różowiutka jak DODy. Przy Zoë wygląda jak świnka, natomiast Zoë przy niej jak dziewczynka z zaawansowaną żółtaczką. Bosko jej w bielach. Nigdy nie marzyła mi się żadna biała stylizacja, ale mlecznobiała peruczka, z jaką do mnie przyjechała całkowicie zmieniła moje nastawienie. Blady duszek ubrany w kremowe tiule siedzi na moim biurku i straszy. Kiedy chciałam zrobić jej zdjęcie bateria w aparacie siadła.

To pierwsze wrażenia w telegraficznym skrócie. Fotki (mam nadzieję) niedługo, niech tylko wygospodaruję trochę czasu między rysowaniem, a chodzeniem do kina na filmy o nieprzystosowanej młodzieży.
  • awatar Alfacefei: aha - nie moge się doczekać fotek Odelki, tym bardziej, że jest białym duszkiem <3
  • awatar Alfacefei: "bateria w aparacie"... ja bym takie znaki brała pod uwagę : P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tak jak wiele lalek za nic nie chce się wpisać w planowane dla nich miesiącami stylizacje, tak i mnie Zośka zrobiła na szaro. Mimo, że wciąż jeszcze widzę ją jako słodkiego rudzielca, coraz cześciej stwierdzam, że jej kolorem jest przede wszystkim ciemny, popielaty blond, czyli kolor pierwszej peruczki jaką dla niej kupiłam. Może to sentyment, a może pierwszy wybór okazał się najwłaściwszy, jak to się przecież często zdarza?
  • awatar Hikari: Oj tak, ja się od swoich uzależniłam kompletnie i innych prawie Zosi nie zakładam. Pewnie na tych dwóch co mam się nie skończy... :P
  • awatar aet.aet: Ja też mam tak z moimi lalkami, przeważnie kupuję peruki w podobnym odcieniu, mimo, że czasem lepiej wyglądają w "eksperymentach". Zosia jest urocza i w szarym i w rudym, poza faktem, że moherki są najcudniejszymi peruczkami w dotyku : D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mały zoisiowy randomik. Bo ją uwielbiam.
Zdecydowanie muszę dopracować jej makijaż.

Zoë od jakiegoś czasu ma takie oczka, jakie zawsze mi się dla niej marzyły - szare glassy. Kupione na Den of Angels z firmy "Captured in Glass". Tanie, a śliczne, jestem z nich bardzo zadowolna. Poniżej zdjęcia tych i dwóch innych par w świetle dziennym, kto ich jeszcze nie ma może się przyjrzeć. :)
Od lewej: EW18, EW41, EM31.
EW41 w rzeczywistości są dużo bardziej oliwkowo-zielone niż to wynika ze zdjęć.

Linki:
Captured in Glass na DoA - http://www.denofangels.com/forums/showthread.php?t=304353
  • awatar aet.aet: Śliczności ta Twoja mała : ) Też mam szare glassy z Captured, są świetne. Teraz czekamy z AT na kolejne, mam nadzieję, że niedługo wreszcie dojadą...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
O MAMO! Wysłali ją! Trzymajcie kciuki, żeby nie dowalili cła. :D
  • awatar Nemedy: Trzymam. ;D
  • awatar Hikari: Dzięki. :) No tak sobie myślę, że połowa przyszłego tygodnia jest najbardziej prawdopodobna. Niestety nie zdążę niczego uszyć...
  • awatar Alfacefei: no to super!!!! Oby jak najszybciej dotarła : D (może już w połowie przyszlego tygodnia będzie u Ciebie?)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Od tygodnia czekam na Odelkę. W ramach oczekiwania (i z okazji godzin rektorskich) postanowiłam uszyć jej powitalny secik, a dokładniej wzbogacić już istniejącą sukienkę o bluzeczkę i majciochy. Kto czytał Dr. Slumpa, temu tłumaczyć czym są majciochy nie muszę, reszcie pokrótce wyjaśnię, że majciochy to skrzyżowanie majtek (których szyć nie umiem) z pantalonami (które są trochę za mało sexy*). Zaczęłam od bluzeczki. Zabrałam się do pracy koło południa, a wieczorem tego samego dnia wiedziałam już jak bluzeczek szyć się nie powinno. Nic to, pomyślałam, tak łatwo się nie poddaję. Dzisiaj po zajęciach przeprowadziłam kolejny szturm na batyst. Już wydawało mi się, że jestem na dobrej drodze, że tak, szyję coraz lepiej!... i wtedy bach - przypaliłam żelazkiem świeżo wszyty kołnierzyk.

Ktoś, kto nie umie szyć majtek, prawdopodobnie nie powinien zabierać się za szycie bluzeczek. To samo tyczy się osób nie umiejących korzystać z podstawowych sprzętów gospodarstwa domowego. Dziękuję za tę chwilę uwagi.



*) Już widzę te głosy oburzenia. Tak, wiem doskonale, że pantalony potrafią być sexy, jednak zgrabne nóżki dimowych dziewczyn zbyt są zgrabne, żeby je w nich chować. Naprawdę.
  • awatar Hikari: Nawet nie wiecie jak mnie pocieszyłyście. ;_; Aet: jeszcze nie wysłali, bo dopiero ją zamówiłam. Miałam to zrobić wcześniej, ale dopadł mnie mały lalkowy kryzys. Czy może raczej dolarowy, uhh.
  • awatar aet.aet: Ale wysłali ją już? Kurcze, mam nadzieję, że będzie już na następnego meeta : D Ja też jestem niezła w paleniu ciuchów żelazkiem, tak załatwiłam sobie moją ukochaną spódnicę, stare żelazko poleciało do kosza >< Nie przejmuj się tylko próbuj dalej : )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
No i stało się, do sprzedaży wróciła Odelia z półprzymkniętymi powiekami. Czekałam na ten moment półtora roku, ale ostatnie kilka miesięcy było jak spacer po rozżarzonych węglach - wszystko przez lakoniczne "I think it will be avaialble again sometime in this year" rzucone przez Denny'ego na początku lutego tego roku. Codzienna wizyta na stronie Doll in Mind stała się dla mnie rytuałem równie ważnym co sprawdzanie poczty czy włączanie komunikatora tuż po powrocie z pracy.

Przyznam, że w głębi serca nie wierzyłam w tegoroczny restock. Im bardziej czegoś pragniemy, tym mniej prawdopodobne, że nasze marzenie się spełni - wie to każde dziecko, jak zauważył jeden z bohaterów Przystanku Alaska. Limitowana edycja Barbie, niedostępne w Polsce zestawy Lego, wreszcie nieosiągalny kolega z klasy - sami wiecie najlepiej jak to jest. Byłam nastawiona tak sceptycznie, że o mały włos nie kupiłam innej lalki i to śliczne maleństwo przeszłoby mi koło nosa:
Teraz pozostaje mi już tylko czekać na ostatnią przed pójściem na studia wypłatę (powinnam się cieszyć, ale moim sercem targają ambiwalentne uczucia).

Linki:
Doll in Mind - www.dimdoll.com
Odelia Half Closed Eyes - www.dimdoll.com/shop/step1.php?number=262
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Już-prawie-skończona sukienka i nowe włoski, mięciutkie loczki w ciepłym, brązowym kolorze. Moja miłość do lutsowych moherków wciąż się pogłębia, są stworzone dla Litchi.
Mam też nowy aparat, którym jak widać nie umiem się posługiwać.
Jeszcze!
  • awatar Hikari: @naomi707: chodzą mi takie rzeczy po głowie :)
  • awatar naomi707: jakie klimatyczne zdjęcie ^^ w moherku jej do twarzy ;) propos pierwszego, czyżbyś planowała stworzyć swoją własną ?? *o*
  • awatar Hikari: @Cassius: na razie tylko dodatki, ale raczej na tym nie poprzestanę :) @atsu: ;DD @Hane: najtańszy Nikon na rynku hahaha :D d40
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
ale dostałam się na malarstwo!! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Za kilka dni, dokładnie 10go czerwca, minie rok odkąd do mnie przybyła. :3


Nigdy nie pisałam opowiadań i nie tworzyłam własnych postaci, co może wydawać się dziwne rysownikom z mangowego podwórka, do których bądź co bądź należę. Wielu dollfiarzy wywodzi się z tego środowiska i wielu z nich stylizuje swoje lalki na bohaterów, którzy swego czasu wyszli spod ich piór i ołówków. W moim przypadku stało się zgoła odwrotnie - Zoë kupiłam jako lalkę i miała lalką pozostać, jednak szkicując kolejne i kolejne pomysły na stylizacje powstało tło składające się z czegoś, co mogłoby uchodzić za skrawki wspomnień i nieokreślone do końca sugestie charakteru; z historii, które przychodzą mi do głowy samoistnie, jakoś tak bez mojego udziału i wcale nie jestem przekonana, że będzie mi się kiedyś chciało je uporządkować.

Imię "odziedziczyła" po Zoë Bell, bohaterce "Death Proof", na którym ownerka była dwa razy w kinie, choć równie dobrze mogłaby oglądać go przynajmniej raz w tygodniu. Głęboko wierzę, że moja żywiczna kruszynka będzie dzięki temu równie wytrzymała co jej pierwowzór. ^_-

Przewiduję dla niej kilka zupełnie różnych od siebie stylizacji, które powolutku realizuję (group ordery organizowane na forum już niedługo wykończą mnie finansowo~ ), jednak Zoë to przede wszystkim mała, rudowłosa dziewczynka o srebrnoszarych oczach i z mnóstwem piegów na buzi, raczej urocza niż zuchwała (więc proszę nie mylić jej z Pipi Pończoszanką), niezwykle dojrzała jak na swój wiek.

Pozostaje pytanie ile ma lat, no bo przeciez nie rok. ^_-



Linki:
LUTS - miejsce, w którym znalałam Zoiśkę - www.eluts.com
  • awatar Hikari: @nasiowo dollfowo: a widzisz! :D Ale to wszystko dlatego, że jestem niepoprawną fanką Tarantino.
  • awatar nasiowo dollfowo: Nigdy nie wpadłabym na to, że swoje imię ma po tej genialnej kaskaderce. :D Choć moje pierwsze skojarzenie oczywiście wiązało się z Death Proof. Wow.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zacznę od małego sprostowania: lalki, o których piszę tylko potocznie nazywamy dollfami. "Dollfie" to nazwa w gruncie rzeczy zarezerwowana dla lalek z jednej tylko, japońskiej firmy - Volks. Tam wszystko się zaczęło. Przypominające jeszcze nieco Barbie, Dollfie pojawiły się jako pierwsze, po nich przyszedł czas na produkowane z żywicy Super Dollfie, a stąd już była niedaleka droga do powstania całego szeregu firm tworzących lalki znane pod ogólną nazwą "ball joined dolls", w skrócie - bjd (możecie się też spotkać ze skrótem abjd, gdzie "a" oznacza "asian").

Pierwszą stroną firmową, na którą trafiłam nie był jednak Volks, o historii którego możecie poczytać u Marti (do czego zachęcam), a Dream of Doll, potocznie zwany przez dollfiarzy DoDem. Wpadłam w zachwyt, jednak ceny szybko sprowadziły mnie na ziemię - 600$ za lalkę potrafi niezorientowanego w temacie nowicjusza przyprawić o zawrót głowy. Moja niewielka pensja nie była w stanie udźwignąć takiej kwoty. Chorowałam przez kilka tygodni, w końcu jednak musiałam pogodzić się z myślą, że (jak mi się wtedy wydawało) żadnej z tych pięknych, realistycznie wyglądających lalek mieć nie będę.

Pozostało mi wzdychanie do zdjęć. Przez długi czas na pulpicie królowali zielonooka Shall i Lahoo o enigmatyczny uśmiechu. Niekiedy jeszcze zaglądałam na stronę DoDa, szukałam też nowych zdjęć w sieci i któregoś dnia, a minął już ponad rok od "pierwszego spotkania", trafiłam na BJDream, polskie forum o bjd. Dolar spadał. Przepadłam do reszty.

Obecnie jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch żywicznych kruszynek. Patrząc na to z perspektywy czasu cieszę się, że nie od razu mogłam pozwolić sobie na taki zakup. Szybko przekonałam się, że lalkowy świat nie kończy się na DoDzie i że istnieje wiele dużo bardziej odpowiadających mi modeli niż Shall i Lahoo. Jednak sentyment już zawsze pozostanie. (:

Shall i Lahoo na fotach firmowych:


Linki:
Volks - http://www.volks.co.jp/en/index.aspx
Dream of Doll - http://www.dreamofdoll.com
blog Marti - http://dollfie.pinger.pl
BJDream - http://marti.presents.pl/dollfie-forum/index.php
  • awatar aet.aet: @Hikari: kibicuję mocno nowemu aparatowi :D polecam Pentaxy, są stosunkowo niedrogie a można na nich mocować te analogowe obiektywy ^^
  • awatar Hikari: @aetriess: ja też się cieszę :> Mam taki niecny plan obfocenia jej nowym aparatem, jak już zdecyduję się na któryś haha
  • awatar aet.aet: dodam tylko że też kochałam się w Shall kiedyś ^^; do tej pory bardzo ją lubię i mam do niej sentyment, jak dobrze że Sara ją ma, mogłam sobie obejrzeć dokładnie :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nie wiem czy kolejny blog o ball joined dolls jest potrzebny. Pewnie nie. Nie jestem ani wielkim ekspertem w tej dziedzinie, ani rozchwytywanym na dollfowym rynku artystą. To co mam do przekazania jest tym, co ma do przekazania każdy przeciętny hobbysta - pasją. Usprawiedliwieniem niech zatem będą blogi przyjaciół i dyskusje, w których chciałabym brać udział, a bez posiadania własnego kącika w sieci jest to znacznie utrudnione.

Lalkowanie wg mojego przepisu? Kilka kolorowych kadrów z życia, czy to w postaci szkiców, czy w postaci fotografii, garść wskazówek (oby pomocnych), szczypta historii i przede wszystkim ogromna, ogromna miłość do swojego hobby (oby zaraźliwa!). Szyję ciuszki, robię makijaże, zmagam się z kursem dolara i, jak większość z nas, próbuję pogodzić wieczne i ciągle nienasycone "chcę" z bardzo ograniczonym "mogę".

Z czasem pojawią się tu i inne tematy nie mające wiele wspólnego z bjd, choć mocno z lalkowaniem związane, ale na razie ciii, cichutko. Nie chcę zapeszać. Rodzina śmieje się, że jestem na dobrej drodze ku teleekspresowym pozytywnie zakręconym.

Tymczasem zapraszam do czytania. (:

  • awatar Hikari: @nasiowo dollfowo: dzięki wielkie za miłe słowa :)
  • awatar nasiowo dollfowo: Jak fajnie napisane. :) Pisz tu często i dużo.
  • awatar Gość: powodzenia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›